Jak okiełznać Kota, czyli jak powstawała animacja wizerunkowa How How [Case Study]
Zrobienie animacji dla klienta? Bułka z masłem. Zrobienie animacji o… samych sobie? Cóż, powiedzmy, że to idealna okazja do wewnętrznego kryzysu tożsamości, setek wypitych kaw i weryfikacji własnego dystansu do świata.
Gdy postanowiliśmy stworzyć animację wizerunkową Studio How How, od początku wiedzieliśmy jedno: nie chcemy nudnego, korporacyjnego wideo o „synergii, pasji i dynamicznym zespole”. Chcieliśmy pokazać naszą codzienność – autentyczną, momentami szaloną, ale zawsze prowadzącą do świetnego efektu. Tak narodził się nasz autorski explainer, w którym z przymrużeniem oka odkrywamy kulisy procesu kreatywnego i udowadniamy, że profesjonalizm najlepiej smakuje z solidną dawką autoironii.
Bohaterowie – odwieczny pojedynek na linii Pies i Kot
Każdy, kto choć raz pracował w branży kreatywnej, wie, że relacja twórca–klient bywa fascynującą sinusoidą emocji. Zamiast chować się za dyplomatycznymi formułkami, ubraliśmy tę dynamikę w najbardziej archetypiczny duet w historii popkultury: Psa i Kota.
- Pies (czyli My – Studio How How): Niespożyta energia, wierność deadline’om i wrodzony entuzjazm. Pies macha ogonem na widok każdego briefu, a prośby o „drobne poprawki na asapie” traktuje jak rzuconą w parku piłeczkę – aportuje je bez mrugnięcia okiem (nawet jeśli to piąta piłeczka z rzędu w piątek o 17:00).
- Kot (czyli Klient): Chodząca elegancja, wnikliwe spojrzenie i wysublimowany gust. Kot wie, czego chce (albo wie, czego na pewno nie chce), a jego zaufanie trzeba sobie powoli i cierpliwie wychodzić. Nie kupisz go byle czym – musi być perfekcyjnie.
Ten kontrast stał się fundamentem komizmu sytuacyjnego. Pokazaliśmy, że choć czasem nadajemy na zupełnie innych falach, to na koniec dnia tworzymy zgrany tandem, który potrafi stworzyć coś wyjątkowego.

kot

pies
Scenariusz i storyboard: kuchnia pełna dymu i poprawek
Jak w każdym projekcie, start zaczyna się od kartki papieru (lub tabletu graficznego). Zależało nam na bezlitośnie szczerym pokazaniu tzw. „kuchni animacji” – od pierwszej ekscytacji pomysłem, przez burze mózgów, aż po nieuchronne etapy zawieszenia przy renderowaniu i dramatyczne poszukiwania zagubionego fontu.
Tym razem postawiliśmy na montaż na ostrych cięciach w punkt z warstwą audio. Taki zabieg nadał filmowi tempo teledysku i komediowy timing:
- Scena: Genialny pomysł.
- Cięcie: Chwila grozy.
- Cięcie: Przełom i wielki finał.
Storyboard stał się naszą mapą drogową – to na nim rozpisaliśmy każdy grymas Kota i każde merdnięcie ogona Psa, dbając o to, by kwestie lektora idealnie punktowały absurdy codziennej pracy w studio.

storybaord
Koncepcja graficzna – mniej znaczy więcej (i czyściej!)
W warstwie wizualnej zdecydowaliśmy się na minimalistyczny, nowoczesny Line Art. Zredukowana paleta kolorystyczna, bezpośrednio nawiązująca do naszego Key Visuala How How, pozwoliła skupić wzrok widza na ekspresji bohaterów i narracji, zamiast rozpraszać go niepotrzebnymi tłami.
Większość scen osadziliśmy na czystej, sterylnej bieli, która pod koniec filmu miękko przechodzi w głębszy gradient, budując nastrojowy punkt kulminacyjny.
Tip zza kulis: Ograniczona paleta 2D stała się genialnym tłem do zabawy formą. W wybranych momentach wpletliśmy elementy 3D, które na minimalistycznym tle zyskały niezwykłą plastyczność i stworzyły ciekawy, nowoczesny kontrast faktur.

stylistyka graficzna
Animacja – kocia gracja i anatomia emocji
Kiedy grafika była gotowa, przyszedł czas na wprawienie wszystkiego w ruch – i tu zaczęła się prawdziwa zabawa. Głównym wyzwaniem animatorów był Kot. Podczas gdy Pies z natury jest ekspresyjny, skacze i biega, Kot musiał zachować płynność, flegmatyczny wdzięk i tę specyficzną, nonszalancką powściągliwość.
Spędziliśmy długie godziny na analizowaniu kocich i psich zachowań (tak, przeglądanie śmiesznych filmików ze zwierzętami w internecie wreszcie stało się w 100% uzasadnionym researchem do pracy!). Emocje oddaliśmy w mikroszeregach:
- subtelnym rozszerzaniu źrenic w momentach zaskoczenia,
- nerwowym drgnięciu wąsa, gdy projekt wymagał kolejnego podejścia,
- kącie ułożenia uszu mówiącym więcej niż tysiąc słów komentarza w pliku PDF.
Połączenie tradycyjnego podejścia do klatkowego ruchu postaci z przestrzennymi bryłami 3D dało efekt świeżości i nowoczesnej głębi, z której jesteśmy wyjątkowo dumni.
Dźwięk i lektor – kropka nad „i”
Nawet najlepsza animacja bez dopracowanego udźwiękowienia jest jak film niemy bez tapera. W naszym spocie sound design to równorzędny bohater:
- poranny, bezlitosny budzik,
- hipnotyzujący stukot klawiatury podczas nocnego eksportu,
- dźwięk powiadomienia o nowym mailu z dopiskiem „ASAP”,
- przejścia od podniosłej, filmowej symfonii do lekkiej, beztroskiej francuskiej melodyjki.
Wszystko to spina aksamitny, profesjonalny głos lektora, który z pełną powagą komentuje komiczne perypetie naszych bohaterów, potęgując efekt dystansu i humoru.
Efekt końcowy
Praca nad własną marką bywa najtrudniejszym egzaminem, ale ta animacja udowodniła nam, że potrafimy opowiadać angażujące historie nie tylko dla naszych Klientów, ale też o nas samych.
Rozsiądźcie się wygodnie, zobaczcie jak wygląda proces animacji od środka i przekonajcie się, czy w tej relacji bliżej Wam do energicznego Psa, czy wymagającego Kota:
[Obejrzyj nasz spot How How]









